Ciemna brunetka siedziała na ławce w parku, ściskając kawałek papieru, który nieodwracalnie zmienił Jej życie. Łzy spływały po Jej policzkach. Nie wiedziała co ma robić. Uparcie wpatrywała się w kartkę, mając nadzieję, że wyniki badań się zmienią. Ludzie przechodzili, spoglądali na Nią, ale nic nie robili. W pewnym momencie podbiegł do Niej chłopak. Ukląkł przed Nią.
- [T.I.], kochanie co się stało ? - dziewczyna nic nie odpowiedziała i wybuchła jeszcze większym płaczem. Chłopak usiadł obok i Ją przytulił. - Powiedz mi.
Ona tylko podała Mu wyniki. Widziała jak Jego palce zaciskają się na białym papierze, a do oczu napływają łzy. Po chwili wstał z ławki i zaczął krzyczeć.- Nie ! Nie, nie, nie ! [T.I.], ja ci nie pozwolę odejść !
- Louis. - rzekła spokojnie. - Już nic nie zmienisz.
- Skąd wiesz ? Przejdziemy przez to. To tylko próba przetestowania naszej miłości. Swoją drogą, - spojrzał w niebo. - mało śmieszne, wiesz ? A ty. - wskazał na dziewczynę. - O nic się nie martw. Będziesz żyć... Musisz żyć.
Ona patrzyła na ukochanego ze zeszklonymi oczami. Zachowywał się trochę jak histeryk. Próbował Ją pocieszać, ale Ona wiedziała, że to koniec. Został Jej tylko rok życia, i chciała go spędzić właśnie z Nim. Z kimś kogo kocha nad życie. Mieli tyle wspólnych planów. Tyle marzeń. Jednak przez Jej chorobę one nigdy się nie spełnią. Domyślacie się o czym mówię ? Mam na myśli Raka, który prawdopodobnie już za około 12 miesięcy sprawi, że dziewczyna wyzionie ducha. Spojrzała na chłopaka, który nadal nie potrafił, a może nie chciał, przyjąć do wiadomości, że Ona umiera. Krążył wokół ławki kręcąc głową.
- Nie pozwolę ci. - powiedział po chwili ciszy. - Nie pozwolę ci odejść. Za bardzo cię kocham.
- Lou... Ja ciebie też, ale ja to czuję. Ja wiem, że umrę. Posłuchaj mnie. - chwyciła Jego twarz w swoje dłonie. - Został mi rok. Chcę go spędzić z tobą. - pocałowała Go. - Kocham cię. - dodała szeptem.
- Ja ciebie też.
* 11 miesięcy późnij *
Leżała na szpitalnym. Sama. Blada, wory pod oczami. Z zewnątrz wyglądał na słabą, ale w środku była szczęśliwa. Ma za sobą prawie cały rok spędzony ze swoim Louis'em. Walczyła. Walczyła dla Niego i Ich miłości, ale niestety przegrała. Wiedziała, że śmierć może nadejść lada dzień, lada chwila. Wtedy w drzwiach stanął Tomlinson. Nie był już taki jak kiedyś. Uśmiech, który niegdyś był codziennym gościem na Jego twarzy, znikł. Wyglądał tak, jakby wraz z Nią umierała część Niego. Podszedł do Niej i pocałował ją w usta. Mimo, iż widział, że jest słaba, nie tracił nadziei. Nadal myślał, że Ona wyzdrowieje, że będą szczęśliwie żyć razem. Włożył przyniesione przez siebie kwiaty do wazonu stojącego na szafce nocnej, a stare ( jeśli starymi można było nazwać te z poprzedniego dnia ) wyrzucił. Usiadł na krześle i wpatrywał się w miłość swojego życia. Nie mógł znieść myśli, że Ona umiera, a On nie może nic zrobić.
- Lou. - usłuszał Jej zachrypnięty głos.- Tak, skarbie ?
- Musisz mi coś obiecać. - zakaszlała, a On momentalnie pobladł.
- Co tylko chcesz.
- Tak więc, obiecaj mi, że gdy ja... - nie przerywaj mi ! - dodała szybko widząc, że chłopak otworzył usta. - Obiecaj, że gdy ja umrę będziesz żyć dalej. Że będziesz szczęśliwy.
- Bez ciebie nie będę. - wyszeptał.
- Nie mów tak bo tego nie wiesz. Znajdź sobie kogoś. Zakochaj się, spełnij marzenia... Krótko mówiąc : Żyj pełnią życia, bo nigdy nie wiesz co przygotował dla ciebie los. I wiedz, że zawszę będę cię kochać i będę nad tobą czuwać i czekać na ciebie tam u góry.
Po tych słowach uśmiechnęła się lekko i opadła na materac. Jej oczy zamknęły się, a On usłyszał przeraźliwy, ciągły dźwięk wydobywający się z maszyny, do której była podłączona. Zerwał się na równe nogi i zaczął wzywać pomoc. Lekarze szybko zareagowali i zaczęli reanimację, jednak to nie pomogło. Widział jak kręcą głowami i ze smutnymi wyrazami twarzy odłączają Ją. Umarła. Natomiast Ona przyglądała się temu już z trochę innej perspektywy. Była tam, ale jako duch. Patrzyła na próby ratowania Jej, ale wiedziała, że jest za późno. Patrzyła na chłopaka, który z twarzą schowaną w rękach płakał. Chciała Go przytulić, ale wiedział, że i tak b y nic nie poczuł, więc opuściła szpital.
***
Po pięciu miesiącach On ciągle o Niej pamiętał. Mimo, że odniósł sukces i znalazł swoją drugą miłość, nadal chodził nad Jej grób. Pogodził się z faktem, że Ona odeszła. Rozmawiał z Nią. Znaczy... Zwykle to tylko On mówił, ale dziewczyna Go słuchała. Strzegła Go, pilnowała, żeby nic Mu się nie stało. Cieszyła się, ze sobie kogoś znalazł. Mimo, że wolałaby być z Nim na ziemi i pomagać Mu w realizowani kariery, była szczęśliwa. Wiedziała, że Jej Louis nadal Ją kocha i to Jej wystarczyło. Cały czas czeka na dzień, w którym znowu będą razem.
_______________________________________________
Kuźwa, spieprzyłam koniec -,- Przepraszam za wyrażenia, ale inaczej tego nie mogę określić. Wiecie ile czasu zajęło mi znalezienie odpowiedniej piosenki do tego ? Długo... Wiem, że ten utwór nie jest może za fajny, ale wpada u ucho ( przynajmniej mi ) i uważam, że ma piękny tekst ♥ Skomentujesz ? Chociaż anonimowo... To dla Nas wiele znaczy ;3 ~Nati

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz